Poznańskie koziołki
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legendy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legendy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 grudnia 2013

Legenda o trzech skradzionych Hostiach - prawda, czy mit?


Z
awsze ilekroć przechodzę obok lub zwiedzam kościoły: Bożego Ciała i Najświętszej Krwi Pana Jezusa, mam mieszane uczucia. Z jednej strony, podziwiam architekturę i piękne wnętrza obu kościołów, ale z drugiej czuję pewien niesmak, gdyż powstały one w oparciu o antysemicką legendę, według której, poznańscy Żydzi mieli dokonać profanacji Hostii. Jak jednak wskazują badania historyków, mamy do czynienia tylko z legendą, która nie ma pokrycia w rzeczywistości i wpisuję się w cały szereg podobnych opowieści, rozpowszechnianych w Europie, a wynikających z niechęci do Żydów i rosnącego kultu Najświętszego Sakramentu.

Po raz pierwszy legendę o skradzionych Hostiach (a właściwie jednej Hostii), zapisał Jan Długosz. Według kronikarza, 15 sierpnia 1399 roku pewna poznanianka, przekupiona przez Żydów, miała przyjąć komunię w

niedziela, 18 marca 2012

Poznańskie duchy i zjawy


Jak wszystkim powszechnie wiadomo, każdy szanujący się zamek musi mieć jakiegoś ducha. Zwykle są to „białe damy”, czyli dawne właścicielki, bądź żony, lub córki dawnych właścicieli. Niektóre z nich zmarły śmiercią tragiczną, inne, przeciwnie – wiodły szczęśliwy żywot, a po śmierci, jako duchy oglądają swoje włości. Przykładem wielkopolskiej „białej damy”, jest chociażby Teofila z Działyńskich, primo voto Szołdrska, secundo voto Potulicka, biała dama z Kórnika. Bywają też zjawy bardziej upiorne. Są to przeważnie duchy ludzi, którzy za życia sporo nagrzeszyli, a po śmierci znaleźli się w czyśćcu, lub piekle, albo co gorsza, są przeklęci i tułają się pomiędzy ziemią, a zaświatami. Pojawiają się najczęściej jęcząc i zawodząc, albo stukają łańcuchami. Przykładami takich upiorów, jest np. duch ostatniego z Górków – Stanisława na wyspie zamkowej na jeziorze Góreckim, albo duch słynnego „Diabła Weneckiego”. Duchy i zjawy ukazują się zwykle w „godzinie duchów”, czyli o północy, kiedy kończy się jeden dzień, a zaczyna

niedziela, 12 lutego 2012

Tragiczna historia Ludgardy


Dzisiejszy tekst napisałem z myślą o zawsze uśmiechniętej, przemiłej, uroczej i niezwykle mądrej dziewczynce, Martynce Metce.

A gdy ja ujrzał, spodobała mu się jej osoba. I tamże w kraju wspomnianego księcia Barnima, w mieście Szczecinie pojął ja za żonę. A stało się to, gdy kończył szesnasty rok życia.
Tymi słowami autor Kroniki Wielkopolskiej opisał moment spotkania i zaślubin szesnastoletniego księcia wielkopolskiego, Przemysła II z dwunasto- lub trzynastoletnią księżniczką Ludgardą, córką księcia Meklemburgii. Nikt nie przepuszczał, że tak pięknie rozpoczęte pożycie małżeńskie, zakończy się tak tragicznie i położy się cieniem nad całym  panowaniem Przemysła. Do dziś nie ma zgody wśród historyków,

czwartek, 10 listopada 2011

Patron najsłynniejszej ulicy w Poznaniu


Jutro obchodzić będziemy Narodowe Święto Niepodległości, ustanowione w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Jednakże 11 listopada ma w Poznaniu wymiar szczególny. W tym dniu bowiem przypada święto świętego Marcina, patrona ulicy, która od początku XX wieku była najbardziej reprezentacyjną i najważniejszą z ulic Poznania. Czy jest nią dzisiaj? Niestety, chyba już nie. Święty Marcin znacznie stracił na swojej atrakcyjności. Brakuje tu miejsc, które decydują o popularności ulic, placów i alei, takich, jak chociażby kawiarnie, restauracje, puby, sklepy z atrakcyjnymi (co niekoniecznie musi oznaczać drogimi) artykułami. Takim miejscem jest dziś raczej Stary Rynek. Miejmy nadzieję, że w przyszłości uda się zrealizować ambitne plany rewitalizacji ulicy św. Marcin. Ale póki co, trzeba się cieszyć, że chociaż na ten jeden dzień w roku ulica zapełni się ludźmi, biorącymi udział w paradzie św. Marcina, no i oczywiście będzie

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Twórca praskiego golema był Poznaniakiem

Stworzenie golema, czyli sztucznego człowieka, wykonującego nieskomplikowane czynności fizyczne, było jednym z marzeń alchemików, oprócz zamiany różnych metali w złoto i wynalezienia eliksiru młodości. Próby stworzenia golema podejmowali głównie żydowscy uczeni i alchemicy. Według żydowskiej tradycji, jednemu z nich to się udało. Ów uczony zwał się Jehuda Loew Ben Becalel i pochodził z Poznania...

Zgodnie z tradycją żydowską golema należy uformować w ludzką postać z dziewiczej ziemi, wykonać wokół postaci magiczny taniec ze śpiewną recytacją imion Boga, a następnie wprawić go w ruch, wkładając w usta karteczkę z wypisanym tetragramem: „J H W H”, oznaczającym imię Boga Jahwe (w języku hebrajskim nie ma samogłosek). Kilku żydowskich uczonych próbowało dokonać tego dzieła, ale nikomu się nie udało. W końcu powiodło się to rabbiemu Jehudzie. 

Rabbi Loew stwarza golema. Źródło: Wikimedia.

sobota, 21 maja 2011

Skąd się wzięła nazwa "Poznań"?

Nazwa grodu nad Cybiną i Wartą po raz pierwszy pojawiła się w wersji zlatynizowanej w kronice biskupa merseburskiego Thietmara pod rokiem 970 w brzmieniu: episcpus Posnaniensis. W tym samym dziele występuje także pod datą 1005 jako ab urbe Posnani. W mianowniku pojawiła się w zapiskach z 1236 roku jako Posnania, a w 1247 roku jako Poznania. Oprócz powyższych wzmianek, nazwa stolicy Wielkopolski pojawiła się jeszcze w latach 1146 i 1244 w formie in Poznan. Z czasem ostatnia litera nazwy miasta została zmiękczona i w końcu zyskała obecne brzmienie.

Historycy i językoznawcy wysunęli hipotezę, iż nazwa naszego miasta pochodzi od imienia Poznan, które nosił zapewne wódz lokalnego szczepu plemienia Polan, lub nawet zarządca pierwotnego grodu na Ostrowie Tumskim.  Nic nie wiadomo o tym tajemniczym Poznanie. Na jego temat milczą zarówno źródła historyczne, jak i legendy. 

Z powstaniem nazwy grodu nad Wartą wiąże się jedna z najbardziej znanych i najstarszych legend na ziemiach polskich. Otóż pewnego razu trzej bracia-praojcowie dzisiejszych krajów słowiańskich: Lech, Czech i Rus postanowili się rozstać i każdy ruszył w inną stronę. Czech ruszył na południe, Rus na wschód, a Lech osiedlił się w założonym przez siebie grodzie w Gnieźnie. Po wielu latach Czech i Rus postanowili odwiedzić Lecha. Wyruszyli do niego w gościnę na czele licznej drużyny wojów. Lech przebywał na polowaniu, kiedy doniesiono mu, iż nadciągają obce wojska. Lech natychmiast zwołał wojów, aby odeprzeć najazd domniemanych wrogów. Kiedy już prawie doszło do walki, nagle trzej bracia rozpoznali się i w jednej chwili krzyknęli: "poznan!", co w ich języku oznaczało "poznaję!" Uradowani ze spotkania po latach, wyprawili starosłowiańskim obyczajem bogatą ucztę. Na pamiątkę tego radosnego wydarzenia, wybudowali gród, nazywany Poznaniem. 

W każdej legendzie tkwi ziarno prawdy, a stare podania są często ciekawsze od dywagacji naukowców.

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...