Poznańskie koziołki

niedziela, 18 stycznia 2015

Wehikuł czasu, czyli Poznań A.D. 1650, część 2

Z
apraszam na drugą część relacji z podróży wehikułem czasu do Poznania w roku 1650. Tydzień temu przedstawiłem zapis ze spotkania tylko z jednym, ale za to niezwykłym człowiekiem - Krzysztofem Arciszewskim. Dziś czeka nas spotkanie z kolejnymi osobami.


Wszedłem do Poznania ulicą Wrocławską, która tego dnia była niezwykle zatłoczona. Większość przechodniów nosiła naszyty na płaszczach herb Łodzia. Jak się okazało, byli to słudzy wojewody poznańskiego Krzysztofa Opalińskiego, pieczętującego się właśnie Łodzią. Opaliński zmierzał akurat ze swego zamku w Sierakowie na sejm do Warszawy i po drodze zatrzymał się w Poznaniu. Stanął kwaterą w jednej z przyrynkowych kamienic, gdzie gościny udzielił mu burmistrz Stanisław Bujkowicz. Mógł oczywiście zatrzymać się na zamku, ale znana była powszechnie jego niechęć do starosty Bogusława Leszczyńskiego, wolał więc skorzystać z zaproszenia poczciwego mieszczanina. 

Wojewoda Krzysztof Opaliński, źródło: Wikimedia.

U pana wojewody
Krzysztof Opaliński był wszechstronnie wykształconym, zamożnym i wpływowym magnatem, absolwentem kilku europejskich uniwersytetów. Już od najmłodszych lat brał udział w życiu politycznym Rzeczpospolitej oraz kilka razy posłował do zagranicznych dworów. W 1645 roku zawarł małżeństwo per procuram pomiędzy Władysławem IV a Ludwiką Marią Gonzaga. W 1637 roku został wojewodą poznańskim. Zapisał się niechlubnie w historii Polski, jako ten, który poddał w 1655 roku Szwedom wielkopolskie pospolite ruszenie pod Ujściem. Opaliński był też utalentowanym poetą, a w chwili, kiedy spaceruję po Poznaniu, spod pras drukarskich wyszedł anonimowy poemat pt. Satyry albo przestrogi do naprawy rządu i obyczajów w Polszcze należące, na pięć ksiąg rozdzielone. Autorem tego poematu był właśnie wojewoda, a utwór zaczyna się tak:
„Nierządem Polska stoi” – nieźle ktoś powiedział;
Lecz drugi odpowiedział, że nierządem zginie.
Pan Bóg nas ma jak błaznów . I to prawdy blisko,
Że między ludźmi Polak jest Boże igrzysko.

Postanowiłem poprosić pana wojewodę o audiencję.  Na szczęście, Opaliński zgodził się poświęcić mi kilka minut.

Zamek Opalińskich w Sierakowie, źródło: Wikimedia.

Krzysztof Opaliński. Siadajcie panie, wiele czasu poświęcić wam nie mogę, bo robota pali. Sejm blisko, a tam wielce gardłować szlachta będzie, jako, że kozactwo z Tatarami się zwąchawszy, głowę podniosło i w siłę rośnie. Wprawdzie ugoda zawarta, ale czy Ukraina spokojna będzie, tego nikt zawarować nie może. Jam wraz z panami: Kisielem i Ossolińskim za ugodą byłem i dalej obstaję przy tem, aleć książę Jeremi Wiśniowiecki, panowie Zasławscy i insi, których dobra ukrainne kozactwo zajęło, do wojny namawiają, aleć jak do wojny dojść może, kiedy skarbiec pusty? Król nasz sam nie wiem, czyli za wojną, czy za pokojem jest. Nie taki on, jak brat jego nieboszczyk król Władysław. Powiadają, że Jan Kazimierz więcej na niewiasty łasy, nieźli spraw krajowych pilnuje. Raz radby na koń ruszyć, a raz w zadumaniu wielkim i melancholii dni przeżywa. Jam wprawdzie za nim na elekcyi był, aleć nie wiem, czyliż on dobrym królem będzie. W sejm tedy trzeba będzie  wielkie baczenie mieć, aby partia wojenna górą nie była. Tu w Wielkie Polszcze spokój jest i niebezpieczeństwa znikąd nie ma, tedy szlachta tutejsza na wojnę nieskora ruszyć, łyczkom zaś takoż wojna nie pachnie, boć łacniej im towary przedawać, kiedy pokój panuje. Mnie też lepiej tu siedzieć, nieźli w Warszawie, alboć na wojnie. Zamek w Sierakowie opatrzyć trzeba, dwór we Włoszakowicach niedawnom wzniósł wedle projektów Włocha Krzysztofa Bonadury, którego stryj mój sprowadzić do nas raczył. Jeśli chcecie panie, możecie z nim takoż słowo zamienić. Siedzi on w Poznaniu i tu wieżę kościoła Bożego Ciała buduje. Szczęściem, nie ma teraz z grodzie pana starosty Leszczyńskiego, boć zawzięty on okrutnie na mnie i familię mą, utrzymując, iż Leszczyńscy pierwszym rodem w Wielkiej Polszcze są, aleć toć jeno jego przechwałki. A otóż i owy Włoch Bonadura, a ja nie zatrzymuję już waćpana, bywajcie zdrowi.  

Starosta Bogusław Leszczyński, źródło: Wikimedia.

Mistrz z Lombardii w Poznaniu
Krzysztof Bonadura Starszy został sprowadzony z Włoch do Polski około roku 1615 przez Jana Opalińskiego, stryja obecnego wojewody poznańskiego. Przez wiele lat pracował dla Opalińskich, projektując m.in.: kościół parafialny w Grodzisku, klasztor bernardynów w Sierakowie i klasztor reformatów w Łabiszynie. Trafił w końcu do Poznania, gdzie dominikanie zlecili mu rozbudowę swego klasztoru i budowę kaplicy św. Jacka. Wykonywał tu także inne prace, wraz ze swym synem, także Krzysztofem, którego dla odróżnienia nazwano „Młodszym”. Obaj Bonadurowie otwierają poczet najznakomitszych barokowych architektów działających w Poznaniu i całej Wielkopolsce, wśród których wymienić wystarczy rodzinę Catenazzich, Pompeo Ferrariego, Augustyna Schöpsa i innych. Porozmawiajmy więc z panem Bonadurą.

Kościół bernardynów w Sierakowie, źródło: Wikimedia.

Krzysztof Bonadura Starszy: Już z górą lat trzydzieści w kraju tym mieszkam, przeto język wasz znam. Stryj rodzony pana wojewody sprowadzić tu mnie raczył dla wzniesienie kościoła w Grodzisku. Mieszczanom grodziskim widać kościół wielce spodobać się musiał, boć do obywatelstwa miejskiego dopuścić mię raczyli. Z Grodziska takoż żonę sobie wziąłem i tamże syn mój się urodził. Panowie Opalińscy dobrymi są protektorami, grosza nie żałują, a i roboty mi nie brak. Teraz do Poznania przybyłem, bo i tu wiele roboty jest. W czas teraźniejszy wieżę przy kościele Bożego Ciała wznoszę, a uprzednio przy klasztorze ojców dominikanów pracowałem i kościół katedralny po pożarze na polecenie biskupa naszego odbudowałem, aby dalej Chwałę Boża głosiła. 

Prezbiterium kościoła podominikańskiego w Poznaniu, źródło: Wikimedia.

Nagabują mnie jeszcze bracia karmelici ze wzgórza św. Wojciecha i bernardyni z Piasków, aby kościoły ich przebudować, co jednak z tego wyjdzie, Bóg raczy wiedzieć, bowiem roboty wszędzie pełno, a choć syna mojego do zawodu przyuczam i na dobrego budownika przysposabiam, toć trudno być wszędy i nad wszystkim mieć bacznie. Poznań to miasto piękne, aleć piękniejszym go jeszcze uczynić można. Chociam ja z Italii, przeto tu takoż wielu Italczyków mieszka, zwłaszcza zasię z Genui i Wenecji. Na Chwaliszewie nawet ulicę swą mają, którą ludzie tameczni Wenecjańską zowią. Przeto po robocie można tam mowy swej rodzimej posłuchać i wina przedniego z naszych stron napić się. Pokochałem ja wszak kraj wasz, gród poznański i tu zostać zamiaruję, jeśli panowie rajcy do obywatelstwa dopuścić mnie raczą. A teraz wybaczcie panie, czas do roboty wracać. Bywajcie zatem!  

Drukarnia Wojciecha Regulusa na Chwaliszewie
Pan Krzysztof Bonadura podsunął mi myśl, aby odwiedzić Chwaliszewo.  Przypomniało mi bowiem, że w tym podpoznańskim miasteczku znajdowała się drukarnia Wojciech Regulusa, jednego z najsławniejszych drukarzy w historii Poznania. Regulus, to niezwykła postać. Pochodził ze Słupcy, ukończył Akademię Lubrańskiego i studiował prawo w Krakowie. Po powrocie do Poznania, wykładał na Akademii Lubrańskiego, został notariuszem miasta Chwaliszewa i notariuszem konsystorskim. W 1636 roku przejął drukarnię od spadkobierców Jana Worlaba, również znanego i cenionego poznańskiego drukarza. 

Chwaliszewo (1618 r.), źródło: Wikimedia.

Oficyna Regulusa wydawała głównie działa o charakterze religijnym, jak: kazania, żywoty świętych, listy pasterskie i poważniejsze prace teologiczne. Według Józefa Łukaszewicza drukarnia Regulusa istniała przeszło 30 lat, niewielkie atoli zasługi dla literatury położyła, trudniła się bowiem jedynie wytłaczaniem pism ascetycznych, panegiryków, itp. Nie mniej jednak, w 1639 roku spod pras drukarskich Regulusa, wyszła anonimowa praca Czarownica powołana albo krótka nauka i przestroga ze strony czarownic. Utwór był co prawda anonimowy, ale niewykluczone, że autorem był sam Regulus. Autor nie negując samych procesów o czary, domagał się zaprzestania stosowania tortur w celu wymuszenia zeznań i opierania aktu oskarżenia wyłącznie na donosach. Zarzucał też sędziom ignorancję i niekompetencję. Ale oto jesteśmy już na Chwaliszewie, przed oficyną Regulusa. W powietrzu unosił się zapach farby drukarskiej, a wśród pras i rozwieszonych wszędzie, suszących się zadrukowanych kartek, krzątał się sam pan Wojciech.

Strona tytułowa Czarownicy powołanej, źródło: Wikimedia.

Wojciech Regulus. Witajcie panie, chcecie księgę jakowąś nabyć, lubo macie coś, co wydrukować chcecie? A, słowo chcecie ze mną zamienić, przeto wnijdźmy do domu mego, żona wnet strawę poda, wszak słońce już wysoko. Interesy me dobrze idą, dużo ksiąg składam, a najwięcej, to dzieła pobożne, pisma Ojców Kościoła, żywoty świętych, księgi profesorów teologii i prawa kanonicznego, dysputy z heretykami i insze jeszcze księgi. W czasie teraźniejszym, niespokojnym, w którym wojny, zarazy a pożoga, ludzie pociechy duchowej szukają, w księgi pobożne częściej, nieźli do innych zaglądają. W dawnych czasach, jako ojciec mój powiadali, insze zabawy ludziom w głowach, a teraz patrzajcie panie, do którego kościoła nie wejdziecie jeno obrazy śmierci, która w tany ludzi kondycji wszelkiej zaprasza. W jednym korowodzie szlachcic i chłop, kupiec i biskup, Tatarzyn i Żyd, jako, że w obliczu śmierci wszyscyśmy równi. Księża takoż piekłem straszą więcej, nieźli kiedyś. Nie dziwota przeto, iże ludzie wolą żywoty świętych i kazania czytać, nieźli Senekę, Cycerona lubo Liwiusza, też księgi synom szlacheckim zostawiając, co by na sejmikach i sejmach mogli retoryką się popisywać, a słowy pięknymi i maksymami różnymi mądrymi, z których sami zrozumieć nieraz nie potrafią. Tak tedy dobrze interesy moje idą, czeladników i terminatorów trzymam, zamówień mam bez liku i familię mam z czego utrzymać i na godne życie starczy. Przeto troskać się o nic nie mam powodu, chyba tylko o to, aby czeladnicy dobrze księgi składali. Wybaczcie panie, ale widzi mi się, że ksiądz tu jakiś zmierza, pewnie z biskupiego dworu, przeto iść doń muszę. Bywajcie zdrowi!

W dawnej drukarni, źródło: Wikimedia.

Nie chcąc nadużywać gościnności pana Regulusa i odciągać go od pracy, postanowiłem pospacerować jeszcze trochę po Chwaliszewie, a zwłaszcza zwiedzić dwa tamtejsze kościoły gotyckie – św. Barbary i św. Wawrzyńca, które nie przetrwały do naszych czasów. Kiedy jednak zbliżał się wieczór, wróciłem do Poznania przez most Chwaliszewski i bramę Wielką. Udało mi się porozmawiać jeszcze z kilkoma osobami, wśród których była handlarka ryb, mieszkająca na Rybakach (jakże by inaczej), uczeń kolegium jezuickiego, grecki kupiec i czeladnik szewski. Przytaczanie rozmów ze wszystkimi zajęło by zbyt dużo miejsca. Jedno spotkanie jednakże wydało mi się zaskakujące i ciekawe, na koniec więc pozwolę sobie przytoczyć relację z owej rozmowy.

Niemile widziani franciszkanie konwentualni
Podczas spaceru po mieście, spotkałem trzech mnichów w franciszkańskich habitach, którzy robili właśnie zakupy na potrzeby klasztoru. Początkowo myślałem, że to bernardyni z klasztoru na Piaskach. 

Rembrandt, Franciszkanin, źródło: Wikimedia.

Okazało się jednak, że byli to także franciszkanie, ale konwentualni, których sprowadzono tu zaledwie sześć lat wcześniej. W 1644 roku biskup Andrzej Szołdrski przystał na propozycję gnieźnieńskich franciszkanów i zaprosił kilku braci do Poznania, a ci nie otrzymawszy zgody władz miejskich na osiedlenie się w mieście, zdecydowali się założyć klasztor na przedmieściu Grobla. 

Grobla z kościółkiem franciszkanów (1656 r.), źródło: wieczorkiewicz.org

Wkrótce zbudowali tam niewielki kościółek pw. Dwunastu Apostołów i Zwiastowania NMP. Sprowadzenie franciszkanów nie spodobało się bernardynom (o różnicach pomiędzy obu wspólnotami pisałem już w tekście Dominikanie, karmelici, bernardyni, czyli zakony żebracze w średniowiecznym Poznaniu). Bernardyni bali się konkurencji ze strony pokrewnego zakonu i wszczęli wielką akcję propagandową przeciw franciszkanom konwentualnym, angażując w nią inne wspólnoty zakonne, władze miejskie, a nawet śląc pisma do króla i papieża. Bernardynom póki co udało się zapobiec osiedleniu franciszkanów konwentualnych wewnątrz murów, ale nie mogli przeciwstawić się osadzeniu ich na Grobli. Okupacja szwedzko-brandenburska przyniosła zniszczenie kościółka i klasztoru, a konwentualnych osadzono na Miasteczku, przy kościele św. Rocha. To miejsce jednak nie odpowiadało zakonnikom, jako zbyt odległe od miasta. W latach sześćdziesiątych XVII wieku, uzyskali wreszcie pozwolenie na założenie klasztoru wewnątrz murów, a konkretnie na Górze Zamkowej (ob. Góra Przemysła), dalej jednak opiekowali się kościołem św. Rocha. Wkrótce nowo wznoszony kościół franciszkanów konwentualnych na Górze Zamkowej, wzbogacił się o cudami słynący obraz Matki Bożej, nazwanej Matką Bożą w Cudy Wielmożną Panią Poznania, będący kopią obrazu Matki Bożej Boreckiej, a kościół stał się Jej sanktuarium. Ale to jeszcze odległa przyszłość, wróćmy tymczasem do naszych trzech braciszków. Przewodzący najwyraźniej grupą brat Atanazy, zgodził się na chwilę rozmowy.

Brat Atanazy. Niełatwo nam pełnić tu posługę synu, inne klasztory wilkiem na nas spoglądają i przed władzą świecką i duchowną skargi na nas zanoszą, czym grzeszą ciężko przed Panem, my wszak nikomu krzywdy nie czynimy. Spokojnie tu pracujemy, modlimy się i pociechę duchową ludowi zanosim, jak św. Franciszek, patron i założyciel naszego zakonu nakazał. Pobożny biskup Andrzej raczył nas tu z Gniezna sprowadzić, aby lud poznański ku zbawieniu prowadzić, a takoż zalecił, abyśmy kazania w kościele katedralnym głosili. Rajcy nie chcąc nas w mieście widzieć, dali nam pozwoleńswo na zbudowanie kościoła i klasztoru na Grobli, co my z pokorą przyjęli i kościół tam nasz wznosimy. Da Bóg, lud ten poznański pokocha nas i nie będzie zważał na sarkanie i nienawistne głosy inszych braci, a najwięcej bernardynów, co smutkiem nasz szczególnym napełnia, wszak wszyscyśmy synami św. Franciszka. Modlimy się za braci onych, aby Bóg raczył ich oświecić i miłością chrześcijańską napełnił. Bywajcie z Bogiem synu, boć rychło do klasztoru wrócić winniśmy.

Grobla (1734 r.), źródło: poznan.wikia.com

I ja także wracam w nasze czasy i opuszczam Poznań z roku 1650 z jego wielkimi i małymi problemami. Wrócę tu jeszcze, ale już w innej epoce. Ludzi, z którymi rozmawiałem, nie będzie już pewnie na świecie.

Kilka słów wyjaśnienia
Przedstawiłem tu relacje z rozmów z pięcioma osobami, reprezentującymi różne stany ówczesnego Poznania. Jak nietrudno się domyśleć, tylko ostatni rozmówca, brat Atanazy to postać fikcyjna, choć trudne początki zakony franciszkanów konwentualnych w Poznaniu, to najprawdziwsza prawda. Czy pozostali bohaterowie tej opowieści, czyli: Krzysztof Arciszewski, Krzysztof Opaliński, Krzysztof Bonadura Starszy  i Wojciech Regulus, rzeczywiście mieli takie poglądy, jakie tu przedstawiłem, nie wiem. Kierując się wiedzą o opisywanej epoce i znając osiągnięcie wyżej wymienionych, mogę chyba mieć nadzieję, że tak, przynajmniej w jakieś części.  

2 komentarze:

  1. Trzeba to oddać, że piękna nasza Wielkopolska. Robisz doskonałą robotę. Brawooo. Pozdrawiam z drugiego miasta Wielkiego Księstwa Poznańskiego - Bydgoszczy, choć jak wiesz korzeniami bardzo wielkopolski...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo, pozdrawiam Bydgoszcz. Twój blog odwiedzam regularnie, a najbardziej wciągają mnie posty poświęcone wojnie secesyjnej, którą też się nieco interesuję.

    OdpowiedzUsuń

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...