Poznańskie koziołki

niedziela, 21 czerwca 2015

Rymarze, krawcy i kuśnierze, czyli słów kilka o rzemieślnikach w średniowiecznym Poznaniu

K
ilka tygodni temu, archeolodzy prowadzący wykopaliska na Starym Rynku, oprócz wielu cennych artefaktów, odkryli także fragmenty skór, z których przed wiekami wykonywano obuwie. Świadczy to o istnieniu w tym miejscu przed wiekami warsztatu obuwniczego. Znalezisko to zainspirowało mnie do napisania tekstu o poznańskich rzemieślnikach w średniowiecznym Poznaniu.

Zanim pojawili się rzemieślnicy, a więc wytwórcy, których podstawowym źródłem utrzymania było produkowanie określonych towarów i sprzedawanie ich, bądź wykonywanie tychże na zamówienie, ludzie po prostu sami wykonywali dla siebie buty, szyli ubrania i wykonywali broń. Dopiero z czasem, w okresie wczesnopiastowskim, ludzie zamieszkujący grody i podgrodzia zaczęli specjalizować się w produkcji poszczególnych wyrobów rzemieślniczych dla potrzeb dworu książęcego, drużyny wojów, Kościoła, a wreszcie swych współziomków. Często jednak działalność rzemieślnicza była jedynie dodatkowym zajęciem i źródłem utrzymania. Podstawową pracą dalej pozostawała uprawa roli i hodowla bydła. Wszystko zmieniło się w okresie powstawania miast.

Szewc, ryc. z I poł. XV w., źródło: Wikimedia
  
Cechy w średniowiecznym Poznaniu
Powstanie miast, a więc ich lokacja, w sposób bezdyskusyjny zmieniło życie ich mieszkańców. Lokacja Poznania na prawie niemieckim w 1253 r., spowodowała napływ do miasta części mieszkańców Śródki oraz osadników z Niemiec i Śląska. Ci osadnicy, przynieśli ze sobą umiejętności w dziedzinie produkcji rzemieślniczej, a powstanie dużego skupiska ludności, wraz z okolicznymi wsiami, spowodowało wzrost zapotrzebowania na produkty żywnościowe, obuwie, stroje, wyroby żelazne i drewniane, broń, narzędzia, a wreszcie produkty luksusowe. Wzrost liczby rzemieślników w miastach, doprowadził do powstania jednego z najbardziej trwałych wynalazków średniowiecza, a mianowicie cechów, czyli korporacji, czy też bractw zawodowych, skupiających ludzi wykonujących ten sam zawód. Korporacje zawodowe istnieją do dziś, a warto wiedzieć, że wywodzą się one właśnie ze średniowiecznych cechów. To dla tych, którzy uważają wieki średnie za okres ciemnoty i zabobonu.

Piekarze, miniatura z pocz. XVI w., źródło: Wikimedia.

Instytucję cechów przynieśli ze sobą osadnicy z Zachodu, którzy tłumnie napływali na ziemie polskie w XIII w. Pierwsza domniemana wzmianka o cechach w Poznaniu, pochodzi z przywileju Przemysła II z 1280 r. W tym samym dokumencie, mowa jest o rzeźnikach, piekarzach, szewcach i kuśnierzach (rzemieślnikach zajmujących się produkcją i naprawą futer oraz wykonywaniem wyrobów ze skóry). Średniowieczne miasta były słabo zaludnione, zwłaszcza na ziemiach polskich. Oznaczało to, że rynek zbytu na produkty przemysłowe był ograniczony, stąd potrzeba reglamentacji wytwórczości rzemieślniczej, ograniczenia liczby warsztatów i kontroli jakości wykonywanych produktów. Cechy dążyły do narzucenia monopolu na określone gałęzie wytwórczości, a surowa kontrola jakości przez władze cechowe miały za zadanie sprawić, aby produkty członków korporacji były lepsze, niż rzemieślników spoza cechu. Reglamentacja produkcji wyrobów przemysłowych z kolei, miała chronić przed niekorzystnym spadkiem cen na te wyroby.

Tkacz, ryc z I poł. XV w., źródło: Wikimedia.

Poza kontrolą wytwórczości, cechy spełniały też ważne funkcje kulturowe. Zaspokajały naturalną ludzką potrzebę zrzeszania się, stały na straży interesów swych członków i reprezentowały ich wobec władz miejskich i właścicieli miast. Członkowie cechów bawili się razem i brali udział we wspólnych praktykach religijnych. W razie zagrożenia oblężeniem, każdy cech miał wyznaczony odcinek murów i baszty do obrony, stąd nazwy: Baszta Szewców, Kuśnierzy, czy Piwowarów. Cechy tworzyły więzi środowiskowe i wyznaczały miejsce człowieka w społeczności miejskiej. Pamiętajmy jednak, że cechy były też zakładane przez właścicieli miast, aby łatwiej było kontrolować poczynania różnych grup społecznych i zawodowych oraz skutecznie ściągać należności podatkowe.

Czapnik, ryc. z I poł. XV w., źródło: Wikimedia.

Poza wspomnianym przywilejem Przemysła II, w połowie XIV wieku pojawiły się skąpe dane źródłowe o istnieniu w Poznaniu cechów tkaczy i krojowników sukna. W 1403 r. pojawiły się informacje o cechach: garbarzy i szewców, a w 1417 r. - kuśnierzy. Kilka lat później, poświadczono istnienie bractw rymarzy (rzemieślnicy wykonujący uprzęże konne, siodła i osprzęt jeździecki), krawców i kowali. W 1436 r. cech garbarzy podzielił się na dwa odrębne cechy: białoskórników (garbarstwo wykwintne) i czerwonoskórników (garbarstwo grubsze). Do połowy XV w. mamy dodatkowo w Poznaniu cechy: piwowarów, piekarzy, rzeźników, czapników, złotników, płócienników i kaletników. Do końca XV w. pojawili się dodatkowo korporacje stelmachów (rzemieślnicy wykonujący wozy, sanie i części do nich), bednarzy (rzemieślnicy wykonujący naczynia drewniane, jak beczki, kadzie, wiadra, kufle, itp.), ślusarzy i stolarzy. Co ciekawe, do końca XV w., istniał wspólny cech zrzeszający aptekarzy, hafciarzy i malarzy, a więc zawody dość odległe od siebie. Dopiero później rzemieślnicy reprezentujący te zawody, stworzyli odrębne cechy.

Bednarze, miniatura z pocz. XVI w., źródło: Wikimedia.

W późnym średniowieczu można mówić o pewnej specjalizacji w produkcji rzemieślniczej. Poznań stał się ważnym ośrodkiem obróbki i przetwórstwa skórzanego (szewcy, kuśnierze, rymarze, kaletnicy, garbarze i częściowo czapnicy). Kolejnymi gałęziami poznańskiej produkcji, zaopatrującymi szerokie rynki, były: krawiectwo i złotnictwo. Pozostałe gałęzie wytwórczości miejskiej, zaopatrywały głównie lokalne rynki.

Złotnik, ryc. z I poł. XV w., źródło: Wikimedia.

Od ucznia do mistrza
W teorii wszystko było jasne i proste. Najpierw chłopiec stawał się uczniem, po kilku latach czeladnikiem, a w końcu mistrzem. Jako mistrz, mógł założyć warsztat i pracować na własny rachunek. Ale to tylko teoria, a jak wszyscy wiemy, praktyka często mija się z teorią. Na początku rodzice przyprowadzali kilkuletniego syna do warsztatu, aby uczył się zawodu. Trwało to kilka lat, a uczeń rozpoczynał pracę od wykonywania najprostszych prac, aż stopniowo, opanowywał arkana zawodu. Kiedy już nauczył się na tyle, aby samodzielnie wykonywać pracę, stawał przed komisją złożoną z członków cechu, wnosił opłatę i pokazywał swoje dzieło, a jego mistrz świadczył o umiejętnościach ucznia. Jeśli członkowie komisji uznali kompetencje chłopca za wystarczające, wówczas „wyzwalano” go na czeladnika. Uczeń pracował za wikt i opierunek, ale czeladnik już otrzymywał wynagrodzenie za swoją pracę. Kiedy uczeń został już czeladnikiem, mógł wybrać innym warsztat lub pozostać u dotychczasowego mistrza i dalej doskonalić swe umiejętności zawodowe.

Piwowar, ryc. z I poł. XV w., źródło: Wikimedia.

W teorii, kolejnym szczeblem kariery zawodowej był mistrz, ale w praktyce, dla wielu czeladników tytuł mistrzowski był nieosiągalny. Mistrzowie cechowi nie byli zainteresowani w „wyzwalaniu” zbyt wielu czeladników na mistrzów, nie chcąc poszerzać grona konkurentów. Zdobycie tytułu mistrza obwarowane były licznymi przepisami, zapisanymi w statutach cechowych. Niektóre cechy wymagały np. świadectwa prawego urodzenia, nabycia prawa miejskiego, referencji z ostatniej służby, a często odbycia długoletniej wędrówki po kraju lub nawet poza jego granicami, w celu podniesienia klasyfikacji zawodowych. Taka podróż była trudna, a nawet niebezpieczna, a i tak nie dawała gwarancji zdobycia tytułu mistrza i założenia własnego warsztatu. Ostatnią przeszkodą była  kwestia finansowa. Egzamin na mistrza był bardzo drogi, a tradycja wymagała zorganizowania… suto zastawionej uczty dla władz cechowych. Dla słabo wynagradzanych czeladników, była to często przeszkoda nie do pokonania. Wielu rzemieślników więc nigdy nie stało się mistrzami i do końca życia pracowali jako najemna siła robocza dla innych mistrzów. Nic więc dziwnego, że czeladnicy niejednokrotnie łączyli się w bractwa czeladnicze, aby bronić swoich praw, walczyć z wyzyskiem i utrudnieniami w uzyskaniu tytułu mistrza. Właściwie, jedynie synowie mistrzów mieli zapewnioną karierę w zawodzie, ktoś przecież musiał po śmierci mistrza objąć warsztat po nim. Innym sposobem był ożenek. Wystarczyło, aby czeladnik pojął za żonę córkę mistrza lub wdowę po nim, aby uzyskać warsztat i zdobyć tytuł mistrza.

Kowal, ryc. z I poł. XV w., źródło: Wikimedia.

„Wyzwolenie” na mistrza  odbywało się drogą egzaminu. Kandydat prezentował swoje dzieło, tzw. „majstersztyk” przed starszymi cechów. Dzieło kandydata musiało cechować się starannym wykonaniem, innowacyjności i musiało być świadectwem nabytych przez lata umiejętności, zwłaszcza zaś tego, czego nauczył się podczas wędrówek. Kiedy szczęściarzowi udało się zdać egzamin i kupił, odziedziczył lub zdobył poprzez małżeństwo własny warsztat, mógł już wreszcie w pełni cieszyć się owocami swej długoletniej i ciężkiej nauki. Teraz do jego głównych zadań należało organizowanie pracy w warsztacie, zakup surowców, przyjmowanie zamówień od klientów oraz wykonywanie najbardziej precyzyjnych zadań i wykańczanie dzieła.

Stolarz, ryc. z I poł. XV w., źródło: Wikimedia.

Walka pospólstwa z patrycjatem
Miejskie powietrze czyni wolnym, tak głosiło stare i nie pozbawione racji przysłowie. Samorząd miejski, który wydaje się nam dzisiaj czymś oczywistym i odwiecznym, to także wynalazek pogardzanego często średniowiecza. Od momentu wykupu dziedzicznego stanowiska wójta w XIV w., władza w Poznaniu stopniowo przechodziła w ręce kolegialnych organów miejskich: rady, ławy i tzw. pospólstwa, zwanego też „trzecim porządkiem”, czyli zgromadzeniem starszych cechowych. Przedstawiciele rzemieślników zasiadli czasem w ławie miejskiej, ale nie dopuszczano ich do rady. Ta zdominowana była przez bogatych kupców, zwanych patrycjatem. Trzeba dodać, że rozwój dalekosiężnego handlu, zwłaszcza po unii z Litwą w Krewie w 1386 r., wywołał dobrą koniunkturę i spowodował szybkie bogacenie się kupców.

Garbarz lub kuśnierz, ryc. z I poł. XV w., źródło: Wikimedia.

Patrycjusze dążyli teraz do przejęcia pełni rządów w mieście i marginalizację ławy i trzeciego porządku. Wywołało to zaburzenia w mieście. Przywileje królów: Władysława III Warneńczyka z 1444 r. i Kazimierza IV Jagiellończyka z 1456 r., będące odpowiedzią monarchów, jako właścicieli Poznania, na skargi pewnych grup miejskich, umożliwiły wybór rajców przez ławników i starszych cechowych, jednakże patrycjat nie dał za wygraną. W porozumieniu ze starostą generalnym Wielkopolski Łukaszem Górką, doprowadzili do swoistej rewolucji personalnej w 1454 r., która utworzyła nową elitę władzy miejskiej, składającej się z rajców wybranych po 1444 r. oraz starych, których dokooptowano do rady. W ten sposób doszło do swoistej oligarchizacji władzy w mieście. Trzeba jednak przyznać, że do podobnych zdarzeń dochodziło także w innych miastach i miały one nierzadko krwawy przebieg.

Kołodziej (stelmach), ryc. z I poł. XV w., źródło: Wikimedia.

Tak to w wielkim skrócie przedstawiała się sytuacja poznańskich rzemieślników w średniowieczu. Ciekawe, czy szewc, do którego należał warsztat odkryty przez poznańskich archeologów, odziedziczył go, czy też otrzymał drogą małżeństwa? A może sam na niego zapracował, po wielu latach nauki i wędrówek od warsztatu do warsztatu? Intrygujące jest też i to, czy brał udział we życiu politycznym miasta, czy też stał z boku? Tego jednak nigdy się nie dowiemy.

Źródło:

M. Bogucka, H. Samsonowicz, Dzieje miast i mieszczaństwa w Polsce przedrozbiorowej, Wrocław 1986.

A. Gąsiorowski, Rzemiosło i handel, w: Dzieje Poznania do roku 1793, tom I, praca zbiorowa po redakcją J. Topolskiego, Warszawa-Poznań 1988.

A. Gąsiorowski, Walki o władzę w Poznaniu u schyłku wieków średnich, „Kwartalnik Historyczny”, R. LXXXII, z. 2, 1975.

R. Szczygieł, Konflikty społeczne w miastach Królestwa Polskiego w XV i XVI wieku związane z dostępem do władz miejskich, http://history.org.ua/JournALL/socium/7/4.pdf


2 komentarze:

  1. No, to wszystko prawda co tutaj pisano ;)
    Zawsze gdy mi bądź Nucie doskwierają studia wspominam na ciężkie życie czeladników etc. - i wtedy jakoś na duchu jest lżej.. :)

    Bardzo fajny i pouczający artykuł. Powinno się takie teksty obowiązkowo przerabiać w szkołach - by motywować dzieci do nauki :)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki :) No prawda, że czeladnicy nie mieli lekko, ówcześni studenci również. Co ciekawe, korporacje zawodowe często nawet dziś działają jak w średniowieczu, czyli nie dopuszczajmy zbyt wiele osób do zawodu, albo blokują doktoraty, habilitacje itp., bo ktoś komuś nie pasuje. Ale mimo wszystko, jest lepiej, niż w średniowieczu :)

    Pozdrawiam i życzę Wam wytrwałości w studiach ;)

    OdpowiedzUsuń

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...