Poznańskie koziołki

niedziela, 4 grudnia 2016

Hakatyści w Poznaniu w 1896 roku

Zapraszam do lektury kolejnego artykułu autorstwa Pana Pawła Glugli. 

W
 ”Dzienniku Krakowskim” pojawił się interesujący artykuł o hakatystach. Był to list, z którego przemawiała troska o Polskę, Polaków.



Kim byli hakatyści ?
Hakata była to potoczna nazwa niemieckiej organizacji nacjonalistycznej Deutscher Ostmarkenverein (Niemiecki Związek Marchii Wschodniej), założonej w Poznaniu 3 listopada 1894 r. Nazwa wzięła się od pierwszych liter nazwisk założycieli: Ferdynanda von Hansemanna (1861-1900), Hermanna Kennemanna (1815-1910), Henryka von Tiedemanna (1840-1922), często w polskiej literaturze pisana jako H-K-T, H.K.T. lub po prostu Hakata. W 1896 r. Hakata przeniosła swą siedzibę do Berlina.

1. Ferdinand von Hansemann.

Korespondencje „Dziennika Krakowskiego”
Poznań, 9 sierpnia [1898 r.] -  Hakatyści.

„My, Niemcy, boimy się tylko Boga“ - powiedział ongi ks. Bismarck - dzisiejsi Niemcy, bracia Wehlanów, Leistów, Schroederów już i Boga się nie boją; dość popatrzeć na to, co się u nas dzieje. Dawniej przynajmniej tylko rząd i pewne grono „wybranych“, zazwyczaj urzędników, dziś zaś całe tutejsze niemieckie, a raczej pruskie społeczeństwo, wrogo przeciw  nam występuje - całe, z małymi wyjątkami katolików i wolnomyślnych. Towarzystwo H. T. K., założone przez Tiedemanna, który przed laty, jak ów legendowy kolonista, prawie tylko z fajką do księstwa przybył, a dziś jest panem milionowym, szczuje bezustannie na Polaków i ogólną sieje nienawiść. Wypadki ostatnich czasów świadczą, w jakich żyjemy stosunkach, niegodnych chyba państwa konstytucyjnego, narodu wielkich myślicieli. Nie wspominam już o napadzie wyborców niemieckich na p. Domaradzkiego po wyborach w Świeckiem, bo to rzecz znana, lecz notuję „nowości“.

2. Hermann Kennemann.

W pewnej wiosce pod Żninem, robotnicy przy żniwach poturbowali obywatela Niemca - organa H. T. K. narobiły ogromnego  hałasu o „rewolucyi polskiej“. W innem miejscu, w Prusach Zachodnich, żandarm rozwiązał zebranie polskie. Gdy wieczorem wracał do domu, strzelono do niego dwa razy — naturalnie nikt tego nie uczynił, jak tylko Polacy — ze zemsty za rozwiązane zebranie. Tutaj skromna uwaga pod adresem gazet poznańskich. Pisząc o obu tych wypadkach, stale używają nazw Wartenberg i Berental. Czyż miejscowości te od wieków taką nazwę noszą, czy my musimy i w życiu prywatnem używać zniemczonych nazw? W każdym razie redakcye powinny pamiętać nazwy pierwotne. Wszak istnieje nawet podobny podręcznik, wprawdzie przestarzały, lecz wartoby go uzupełnić.
 Ks. Góreckiemu w Rosku nie przyjmuje poczta listu, adresowanego po polsku — nie  wie, co znaczy „w Poznaniu” i zapytuje: „wohin" ? Dzielny proboszcz nie daje się zbić z tropu, a odpowiedzią jego obrażony urząd wytacza proces, przegrywa, apeluje do sądu Rzeszy w Lipsku, lecz i tam nic lepiej mu idzie.
Najgłośniejszą jest sprawa ks. Bartscha, który, jak wiadomo, piszącego doń w niemieckim języku parafianina pouczył, jak winien Polak do Polaka przemawiać. Prasa gadzinowa narobiła ogromnego hałasu — na koniec ks. Bartsch otrzymał od arcybiskupa kanoniczną naganę. Sprawiło to przygnębiające wrażenie i  budzi żal i gorycz w sercach. Dokąd dojdziemy, jeżeli z tej strony za patriotyzm karać nas będą. Pojmujemy trudne nieraz położenie arcybiskupa - dyplomaty, lecz nie rozumiemy powodów takiego respektu i cofania się przed wrzawą piśmideł hakatystów. To ich ośmiela i do niemożliwych napaści i prowokacyi zachęca.
W tych dniach H. T. K. zakupiło na własność pismo wychodzące w Inowrocławiu p. t. Kujavischer Bote. Jedno źródło kałuży i podłości więcej, jeden nowy posterunek, z którego rzucać będą najgorsze potwarze na skołatane, lecz mimo to nienapadające społeczeństwo polskie.

3. Heinrich von Tiedemann.

Zanim się spostrzegł, że treść całego listu wypełnili hakatyści i ich czyny - więc inne sprawy do następnej odkładam korespondencyi - tu tylko krótko nadmienię, że pojawiają się już żądania i wołania o nowe miliony na... kolonizacyę. Pewnemu panu (dr. Hasse, poseł do Parlamentu) i tego za mało. Żąda kilku miliardów!!!
 Wilczy doprawdy apetyt - lecz nic dziwnego. Wszak przy żłobie kolonizacyjnym pasie się cała trzoda wyższych i niższych „czynowników“ pruskich, „cywilizatorów“ Polski. I dla gadzin prasowych zostanie tam trochę żeru - więc czemu nie żądać miliardów. „Przedstawiciele na narodu” w Sejmie pruskim uchwalą wszelkie projekty rządowe - bo oni nie zważają na potępienie całej ustawy przez Parlament niemiecki. Wyznać jednak trzeba, że nawet główny organ H. T. K. Berliner Neueste Nachrichten uważa projekt ten co najmniej za zbyt wygórowany.

Na szczęście Hakata wyniosła się w 1896 r. do Berlina.

Paweł Glugla

Źródło:

„Dziennik Krakowski”, R. 2:1896, nr 184, s. 3-4.

Źródło fotografii:

1.https://www.deutscheundpolen.de/frames/bild_lang_jsp/key=ferdinand_von_hansemann_pempowo.html
2.https://www.deutscheundpolen.de/personen/person_jsp/key=hermann_kennemann-klenka.html
3. https://www.deutscheundpolen.de/personen/person_jsp/key=heinrich+von_tiedemann-seeheim.html
 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...