Poznańskie koziołki

niedziela, 2 lutego 2014

W domu i w kamienicy, czyli jak mieszkali poznaniacy w XIX stuleciu

A
ż trudno uwierzyć, jak wielki skok cywilizacyjny wykonał Poznań w ciągu XIX wieku. Od zaniedbanego miasta, w którym dominowały niewielkie domy z kurnikami i chlewikami, do europejskiej metropolii z okazałymi kamienicami czynszowymi i willami.

Na początku XIX stulecia większość budynków mieszkalnych w Poznaniu, to niewielkie parterowe domy, zwrócone szczytem do ulicy, często drewniane, kryte gontem i strzechą. Domy te zamieszkiwała z reguły jedna rodzina. Część izb przeznaczona była na warsztat i sklepik, a wraz z rodziną właściciela, mieszkali tam też czeladnicy pracujący w warsztacie. Na tyłach
domów znajdowały się szopy, kurniki, stajnie, chlewiki i inne tego rodzaju zabudowania gospodarcze. Mimo, że ten typ domów zastępowały powoli kamienice wielorodzinne, to jednak nie zanikły one całkowicie. Przetrwały długo na Chwaliszewie i Śródce. 
Zabudowa placu Kolegiackiego w latach 30. i 40. XIX w.,
źródło:  www.wieczorkiewicz.org

Na Starym Rynku uchowały się oczywiście klasyczne, dwupiętrowe kamienice. Na parterze znajdowała się długa sień, przez którą wchodziło się do sklepiku lub warsztatu oraz na podwórze. Na piętro wchodziło się przez ciemne i strome schody. Na pierwszym piętrze mieszkał właściciel z żoną, a na drugim ich dzieci, służba, czeladnicy i uczniowie. Rozwój przestrzenny Poznania na przełomie XVIII i XIX wieku doprowadził też do tego, że w obrębie miasta znalazło się kilka dworków. 

Dworek przy Świętym Marcinie - lata 30. XIX w.,
źródło: www.wieczorkiewicz.org

Były to z reguły domy drewniane lub murowane, piętrowe z podcieniami i spadzistym dachem, krytym gontem. Miały one sień na przestrzał, a po obu jej stronach znajdowały się pokoje właściciela i jego rodziny, oraz pomieszczenia dla służby. Najbardziej charakterystycznym budynkiem tego typu był dworek Mycielskich przy ulicy Ogrodowej, rozebrany w okresie PRL.

Dworek Mycielskich w latach 30. XIX w.,
źródło: www.wieczorkiewicz.org

Oczywiście, budynki mieszkalne na początku XIX wieku, to nie tylko kamienice przyrynkowe oraz małe domy czy dworki. Pierwsze lata XIX stulecia, to pojawienie się jednopiętrowych domów dla urzędników pruskich, budowane przy ul.  Wilhelmowskiej (ob. Aleje Marcinkowskiego). Przełom nastąpił dopiero pod koniec lat trzydziestych. W 1838 roku wzniesiono pierwszą w Poznaniu czteropiętrową kamienicę czynszową. Władze pruskie wydały nowe przepisy budowlane, zabraniające m.in. wznoszenia domów z drewna, o dachach krytych gontem lub strzechą. Nie wolno było też budować domów szczytem do ulicy. Na tyłach domów można było wznosić oficyny.

Aleje Marcinkowskiego na początku XIX w., mal. K. Alberti, źródło: Wikimedia.

Prawdziwy boom budowlany nastąpił w latach siedemdziesiątych, w okresie wielkiej prosperity, tzw. Gründerzeit – „grynderka”. Budownictwo mieszkaniowe w Poznaniu zostało zdominowane przez wysokie, przeciętnie czteropiętrowe kamienice czynszowe, o bogato zdobionych fasadach, nawiązujących do stylów historycznych – gotyku, renesansu, baroku i klasycyzmu. 

Kamienica przy ul. Strusia 3, źródło: Wikimedia.

Do mieszkań wchodziło się przez bogato zdobione klatki schodowe. W zależności od zamożności właścicieli, nowe kamienice posiadały od trzech do nawet dziesięciu pokoi. 

Klatka schodowa w kamienicy przy ul. 3 Maja 47,
źródło: Wikimedia.

Mieszkania należące do bogatych mieszczan dzieliły się na dwie części. Pierwsza część przeznaczona była dla rodziny właściciela. Składała się ona z salonu, pokoju stołowego, gabinetu pana domu, sypialni i pokoju dziecięcego. Druga część, to kuchnia, czasem łazienka i pokoje dla służby. Służba i dostawcy wchodzili od strony podwórza, nie zaś od frontu. W mniejszych mieszkaniach, liczących trzy-cztery pokoje, nie było łazienki i osobnego wejścia dla służby.

Kamienica na skrzyżowaniu ulic: Łąkowej i Kwiatowej, źródło: Wikimedia.

Od lata czterdziestych coraz głośniej apelowano o instalowanie łazienek w mieszkaniach. Moda ta jednak nie od razu się przyjęła. Pierwszym budynkiem, który posiadał łazienki, był hotel Bazar. W 1905 roku zaledwie 18% mieszkań poznańskich było wyposażone w łazienki. Jedną z największych problemów, jakie stały przed lokatorami poznańskich domów XIX wieku, była kwestia odpowiedniego ogrzania mieszkań. Do tego celu używano pieców, które stawiano w rogach pokoi. 

Piec kaflowy z początku XX  w.,
źródło: Wikimedia.

Do połowy wieku palono drewnem, ale nie dawał on zbyt dużo ciepła, co powodowało ciągłe niedogrzanie mieszkań. W drugiej połowie XIX wieku powszechnie już stosowano węgiel. Kominki należały do rzadkości, a z czasem pojawiły się kaloryfery. Centralne ogrzewanie zaczęto stosować dopiero na przełomie XIX i XX i instalowano je wyłącznie w luksusowych kamienicach czynszowych. W 1905 roku centralne ogrzewanie posiadało zaledwie… 1,6% mieszkań w Poznaniu.

Prawdziwa rewolucja dokonała się w dziedzinie oświetlenia. Do połowy stulecia niepodzielnie królowały świece – łojowe, stearynowe i woskowe, choć te ostatnie rzadziej, bo były dość drogie. Umieszczano je w ozdobnych lichtarzach, kandelabrach oraz tzw. pająkach, czyli wiszących świecznikach. W drugiej połowie wieku pojawiły się lampy naftowe, które upowszechniły się w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Oświetlano nimi nie tylko domy zamożnych mieszczan, ale także mieszkania robotnicze. Ten typ oświetlenia stał się dominujący w poznańskich domach. 

Lampa naftowa, źródło: Wikimedia.

W 1905 roku aż 70% mieszkań było oświetlane przez lampy naftowe. Skutecznie konkurowały one z lampami gazowymi, które pojawiły się w 1856 roku. Nie upowszechniły się jednak i w 1905 roku zaledwie 20% mieszkańców było podłączonych do sieci gazowej. Lampy gazowe wymagały częstego czyszczenia, a ponadto po mieście krążyły opowieści o zaczadzeniach. To wystarczało, aby poznaniacy pozostali wierni  poczciwym i pięknie wykonanym lampom naftowym. Lamp naftowych nie wyparło nawet oświetlenie elektryczne, ale to wynikało raczej z kiepskiej infrastruktury. Zaledwie 2,6% mieszkań było podłączone do prądu na początku XX wieku.

Secesyjna lampa, źródło: Wikimedia.

O bogactwie mieszkańców decydowały meble, których używano w danym domostwie. Początkowo były one dość proste, żeby nie powiedzieć prymitywne. Stół, krzesła, łóżka, komódki, to najczęściej spotykane meble w pierwszej połowie stulecia. Wykwintne meble były bardzo drogie i tylko nieliczni mogli sobie na nie pozwolić. Dopiero w drugiej połowie XIX wieku, mieszkania poznańskie wyposażano w coraz lepsze i bardziej wyszukane sprzęty. Stało się to możliwe dzięki wzrostowi zamożności mieszkańców i powstaniu fabryk masowo produkujących meble. Przykładem była tu słynna fabryka Zeylanda. Dzięki kolei żelaznej można było także tanio sprowadzać meble z zagranicy.

Style w wyposażeniu mieszkań zmieniały się w sposób nieco odmienny, niż na pozostałych ziemiach polskich. W Poznaniu nie przyjął się styl empire, który zdominował Europę w epoce napoleońskiej. Przez długi czas królował w mieście biedermeier, zwany stylem mieszczańskim. 

Meble w stylu biedermeier, lata 20. XIX w., źródło: Wikimedia

Meble wykonane w tym stylu był stosunkowo tanie, bo wykonywano je na miejscu, z krajowego drewna. Meble biedermeier charakteryzowały się bogatą tapicerką, a dla wygody wprowadzono sprężyny. W okresie romantyzmu zapanowała moda na średniowiecze, a więc i w meblarstwie pojawił się neogotyk. Później tworzono również meble neobarokowe. Przełom XIX i XX wieku, to oczywiście secesja, która wkrótce zdominowała nie tylko meble, ale także inne przedmioty domowego użytku.

Sekretarzyk w stylu biedermeier, źródło: Wikimedia.

Każdy szanujący się mieszczanin i przedstawiciel inteligencji, starał się w swym mieszkaniu wydzielić specjalne pomieszczenie i przekształcić go w reprezentacyjny pokój zwany salonem lub bawialnią. W salonie przyjmowano gości, tu spędzano wspólne wieczory i obchodzono święta. Oczywiście, pokój ten musiał być odpowiednio umeblowany sprzętami najwyższej jakości. Znajdowały się tu fotele, kanapa, czworokątny lub owalny stół, czasem pianino, a nawet fortepian. 


Salony w stylu biedermeier, źródło: Wikimedia.

Nie mogło zabraknąć też sekretarzyka, małego stolika z zegarem i specjalnych konsol z gipsowymi lub marmurowymi popiersiami. Często można było też spotkać witryny, w których eksponowano rodową porcelanę i inne kosztowne bibeloty. Na wykładanych tapetami ścianach, wieszano obrazy o różnorodnej treści. Na początku XX wieku w mieszczańskich salonach pojawił się nowy wynalazek – gramofon.

Kolejnym istotnym pomieszczeniem w domu mieszczańskim była jadalnia. Najważniejszymi meblami w jadalni były oczywiście duży stół i krzesła. Nie mogło zabraknąć też szaf na zastawę oraz kredensu. 

Secesyjny kredens, źródło: Wikimedia.

Trudno sobie oczywiście wyobrazić mieszkanie bez sypialni. Najwięcej miejsca zajmowały dwa zestawione ze sobą łóżka, stanowiące łoże małżeńskie. W poznańskich domach nie upowszechniły się popularne w Europie łóżka z baldachimem. Po obu stronach łoża ustawiano stoliki nocne, na których znajdowały się: świeca, woda do picia, lekarstwa, zegar, później budzik. Bieliznę trzymano w komodach, a później w specjalnych bieliźniarkach. Często w sypialniach znajdowały się też specjalne stoliki z miskami do mycia i toaletka, czyli oprawne lustro przytwierdzone do drewnianego pudła z szufladami, w których pani domu trzymała kosmetyki, a niekiedy także biżuterię. Dzieci sypiały w swoich pokojach lub w sypialni rodziców. W domach zamożnych mieszczan uprawiających dobrze płatne i budzące szacunek zawody, jak adwokaci i lekarze, znajdowały się także gabinety. W niektórych gabinetach pojawiły się od 1885 roku telefony. Kuchnia w mieszkaniach bogatego mieszczaństwa była obszerna i zastawiona szafami z naczyniami. Obok kuchni znajdowała się spiżarnia z wiktuałami. W kuchni jadała służba.          

W kuchni, źródło: Wikimedia.

Znacznie skromniej prezentowały się dwu- lub jednopokojowe mieszkania drobnomieszczaństwa i robotników. Bywały to często rodziny wielodzietne, więc fakt, że część członków rodziny sypiała w kuchni, nikogo nie dziwił. Dominującym meblem w takim domu były łóżka. Starano się jednak wyposażyć te skromne mieszkania w bardziej reprezentacyjne sprzęty. Kupowano więc lustro, kanapę, komodę, czy ozdobną bieliźniarkę. Ściany były malowane farbami, a ich główną ozdobą były obrazy, przeważnie o charakterze religijnym i fotografie członków rodziny. 

Prasowanie (koniec XIX w.), źródło: Wikimedia.

Ważnym, a nierzadko jedynym akcentem dekoracyjnym domów niezbyt zamożnego mieszczaństwa, były kwiaty i to zarówno cięte w ozdobnych wazonach, jak i te w doniczkach. Bardzo ważną funkcję w drobnomieszczańskich i robotniczych domach pełniła kuchnia. To tutaj po kolacji zbierała się cała rodzina, zwłaszcza w jesienno-zimowe wieczory. Kuchnia, oprócz miejsca, w którym przygotowywano jedzenie, pełniła też rolę jadalni i salonu. Starano się więc, aby wyglądała ona schludnie. Półki z przyprawami ozdabiano koronkami, a na ścianach wieszano makatki z wyszywanymi sentencjami i scenkami rodzajowymi.

Dość ciekawym przedmiotem dekoracyjno-użytkowym, charakterystycznym dla przełomu XIX i XX wieku, były kufle do piwa. Nierzadko były to prawdziwe dzieła sztuki, produkowane ze szkła, kamionki, porcelany i fajansu. Często były bogato zdobione, a dzisiaj są bardzo poszukiwane przez kolekcjonerów i osiągają wysokie ceny na aukcjach i giełdach staroci. Kufle dawano w prezencie, jako trofeum lub na pamiątkę. Żołnierze armii pruskiej odchodzący do cywila, otrzymywali na pamiątkę kufel ozdobione scenami batalistycznymi lub scenkami rodzajowymi z żołnierskiego życia.   

Niemiecki kufel (pocz. XX w.), źródło: Wikimedia.

Warunki życia mieszkańców dziewiętnastowiecznego Poznania zmieniły się diametralnie w ciągu stulecia. Co prawda, nadal istniały wyraźne kontrasty między mieszkańcami luksusowych kamienic i willi, a gnieżdżącą się na strychach i w suterenach biedotą, ale postęp technologiczny wpłynął na poprawę jakości życia i sprawił, że prace domowe stały się o wiele lżejsze, niż w ubiegłych wiekach.

Źródło:

W. Karolczak, Jak mieszkali poznaniacy w dobie Wiosny Ludów, w: Wiosna Ludów, „Kronika Miasta Poznania”, nr 1, 2008.

Z. Ostrowska-Kębowska, J. Skuraatowicz, Architektura i budownictwo, w: Dzieje Poznania T.2 1793 – 1918, praca zbiorowa pod redakcją J. Topolskiego i L. Trzeciakowskiego, Warszawa – Poznań 1994.

M. i L. Trzeciakowski, W dziewiętnastowiecznym Poznaniu. Życie codzienne miasta 1815 – 1914, Poznań 1982.

5 komentarzy:

  1. Trzeba przyznać że Poznaniacy w dziedzinie postępu są zawsze kilometr przed Południem Polski :) Także w tej dziedzinie :) Np jeśli chodzi o lampy naftowe, to u Nas gorzej było.. :)

    Bardzo fajny artykuł :)

    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki :) Jakby na to nie spojrzeć, Łukaszewicz pochodził z Waszych okolic. Uczył się w Rzeszowie, pracował w Gorlicach, Jaśle i Krośnie, a szpital we Lwowie na Łyczakowie był pierwszym budynkiem oświetlonym przez lampy naftowe. W Gorlicach chyba zainstalowano pierwszą uliczną lampę naftową. Południe Polski wcale nie jest gorsze od Poznania. A teksty i zdjęcia, które zamieszczacie świadczą o tym najlepiej :) Poza tym my nie mieliśmy wynalazcy tej klasy, co Ignacy Łukaszewicz. Przyznam, że mam pewne zaległości w Waszych tekstach, ale wnet nadrobię te karygodne opóźnienie :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe jak było we Wrocławiu, ale podejrzewam, że postęp dotarł wcześniej (mimo, że to południe ;) ) Piec kaflowy wyjątkowej urody, cudowny!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę Basiu, że we Wrocławiu było podobnie. Oba miasta leżały w Prusach, niedaleko od siebie, kontakty między naszymi miastami były ożywione i sięgały już średniowiecza. Wielu młodych ludzi z Poznania studiowało zresztą we Wrocławiu. Sądzę, że wyposażenia mieszkań zarówno we Wrocławiu, jak i w Poznaniu, były podobne :)

      Usuń
  4. Dzień dobry! Mam na imię Marianna Smith:) W miom mieszkaniu jest włoska kuchnia i sypialnia sprawdź ofertę mebli tutaj najlepsze oferty dla ciebie!

    OdpowiedzUsuń

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...