Poznańskie koziołki

niedziela, 24 lipca 2011

Edukacja dziewcząt w dziewiętnastowiecznym Poznaniu


Jak wiadomo, szkoły koedukacyjne to stosunkowo młody wynalazek. Wcześniej uważano, że muszą istnieć oddzielne szkoły dla dziewcząt i chłopców, gdyż jedni i drudzy potrzebowali zupełnie innej wiedzy i czego innego od nich wymagano. Edukacja mężczyzny w XIX wieku, prowadziła do ukształtowania przyszłego obywatela, znającego się na sprawach publicznych, potrafiącego zarobić na utrzymanie rodziny, w zależności oczywiście od warstwy społecznej, z której się wywodził. Od kobiet z warstw niższych, wymagano opanowania prac domowych, natomiast kobieta z wyższych sfer musiała umieć godnie reprezentować męża, oraz posiadać obycie towarzyskie. Wymagało to od niej nienagannych manier, nieposzlakowanej reputacji, oraz umiejętności prowadzenia „salonowych rozmów”. Niezbędne po temu była znajomość języków obcych, zwłaszcza francuskiego, literatury i sztuki. Mile widziana była umiejętność gry na instrumentach i wyszywania (przypomnijmy sobie bohaterki powieści Jane Austen).

Mieszkaniec dziewiętnastowiecznego Poznania płci męskiej, miał do wyboru gimnazjum, szkołę realną,
seminarium nauczycielskie, lub duchowne. Mógł także wyjechać na uniwersytet. Kwestia edukacji dla kobiet była przez długi czas nieuregulowana. Od XVII wieku córki zamożnych rodzin mieszczańskich mogły pobierać naukę w klasztorze benedyktynek, mieszczącym się w Pałacu Górków. Dziewczęta uczyły się tam religii, pisania i czytania, śpiewu, łaciny i języka francuskiego i robótek ręcznych. W XIX wieku kwestia szkół dla kobiet stawał się coraz bardziej paląca. Zmiany społeczno-ekonomiczne spowodowały konieczność kształcenia córek. W połowie XIX wieku istniało w Poznaniu przez krótki czas kilka szkół dla dziewcząt. Żadna z nich jednak nie przetrwała dłużej, niż kilka lat. W jednej z takich szkół, stworzonych przez Jana Samuela Kaulfussa, nauka trwała 3 lata, podczas której uczennice poznawały języki: polski, niemiecki, francuski, włoski, a także matematykę, kaligrafię, historię, geografię, przyrodę, religię, naukę moralności, estetykę, robótki ręczne, szycie, krawiectwo, rysunki i malarstwo.

Przełomem było powstanie w 1830 roku, szkoły Ludwiki. Została ona założona pod patronatem żony księcia Antoniego Radziwiłła, pruskiej księżniczki, Luizy (Ludwiki) z Hohenzollernów. 

Księżna Ludwika z Hohenzollernów Radziwiłł. Źródło: Wikimedia.

Po kasacie zakonu bernardynek, siedzibą szkoły został Pałac Górków. W statucie napisano m. in.: Uczennice od elementarnych począwszy nauk, wszystkie mają wiadomości i zręczności, jakie zwykle od przedmiotów w publicznych szkołach dawanych należą. Wykształcenie ich takie być powinno, jakiego się po panience piętnastoletniej do stanów oświeceńszych należącej spodziewać wypada. Szkoła Ludwiki funkcjonowała przez szereg lat jako fundacja, a w 1873 roku, została upaństwowiona, przetrwała jednak aż do 1919 roku. Ciekawą inicjatywą była próba utworzenia prywatnej, średniej szkoły dla dziewcząt w 1840 roku przez znaną pisarkę i pionierkę ruchu emancypacyjnego, Julię Molińską. Pani Julia była zwolenniczką wyzwolenia kobiet i postępu społecznego. Swoje uczennice chciała wychować na światłe obywatelki, świadome swojej wartości (Julia Molińska to bardzo interesująca postać, więc obiecuję napisać o niej więcej w przyszłości). Szkoła jednak istniała tylko kilka miesięcy. Rewolucyjne poglądy pani Julii nie spodobały się przedstawicielom poznańskiej elity, a sama pani Molińska uchodziła za osobę mocno kontrowersyjną. Nikt nie chciał posyłać do niej swoich córek, gdyż obawiano się, że ona z tych dziewcząt porobi wariatki.

Dużą rolę w edukacji poznanianek, odegrała istniejąca od 1815 roku pensja Tekli Herwigowej, przekształcona w 1848 roku w szkołę średnią. Przez długi czas szkołą kierował Marceli Motty (filozof, przyjaciel i szwagier Hipolita Cegielskiego). 

Marceli Motty. Źródło: Wikimedia.
W 1908 roku władze pruskie zamknęły tę instytucję. Dużym prestiżem cieszyła się szkoła średnia, utworzona w 1850 roku przez Bronisławę Zawadzką, a przejęta w 1857 roku przez wdowę po Ewaryście Estkowskim, Antoninę. W 1905 roku, zakład ten został również zamknięty. W 1871 roku, swoją szkołę utworzyła Anastazja Warnke. Władze również i ją chciały zamknąć, jednak gwałtowny sprzeciw ludności polskiej spowodował, że zakład przetrwał, ale został zmieniony na szkołę niemiecką, utrzymano jednak jej katolicki charakter. Szkoły dla dziewcząt prowadziły też zakony żeńskie: urszulanki i siostry Sacre Coeur (sercanki).

Nauka w szkołach dla dziewcząt była bardzo kosztowana, stąd uczęszczały tam tylko panny z bogatych domów, córki arystokratów, zamożnych mieszczan, bogatej inteligencji. Antonina Estkowska, wymagała od pensjonarek pochodzących spoza Poznania, dodatkowo tzw. wyprawki szkolnej, na którą składały się: 6 koszul białych płóciennych, 6 par majtek białych z koronkami, 6 kaftaników z koronką do spania, 6 staniczków z płótna, 2 halki z płótna, 6 ręczników płóciennych, 6 par pończoch, 1 para bucików sznurowanych wysokich, 1 para pantofli na obcasie, 1 para pantofli lekkich, 2 granatowe mundurki z marynarskimi kołnierzami i spódnicami, 1 płaszcz, 1 kapelusz, 2 pary rękawiczek skórkowych, 1 kołdra, 1 pierzynka, 1 poduszka, 6 poszew na kołdrę, 6 poszewek, 6 prześcieradeł, 6 serwet stołowych, 2 obrusy, 1 kółko z nazwiskiem na serwetki, 2 komplety sztućców, 1 teczka skórzana do książek, 1 książka do nabożeństwa, przybory do szycia, mycia, korespondencji, przybory szkolne, zeszyty i książki.

Za najbardziej ekskluzywną uchodziła szkoła sióstr Sacre Coeur, do której uczęszczały głównie córki ziemian i arystokratów. Wśród mieszczan i inteligencji Poznania, uczelnia ta nie była zbyt popularna, ze względu na panujący tam konserwatyzm i bigoterię, lecz snobizm matek nakazywał, żeby posłać córkę do szkoły, w której uczy się hrabianka ta i ta albo baronówna ta i owa. Nauka trwała różnie, w zależności od rodzaju szkoły. Uczono się w nich od 3 do 9 lat. Przyjmowano dziewczynki w wieku 6 – 16 lat. Liczba uczennic wahała się od ok. 30 do ponad 300. W szkołach uczyły się Polski, Niemki i Żydówki, żadna narodowość nie była dyskryminowana.   

Duży nacisk w procesie nauczania położono na naukę języków, jak: polskiego, niemieckiego, angielskiego, francuskiego, czasami i włoskiego. Starano się także rozwijać wrodzone talenty. Wiele uwagi poświęcano nauce rysunków i malarstwa, śpiewu, gry na instrumentach. Poziom szkół dla dziewcząt był wysoki. W 1832 roku, podczas publicznego egzaminu uczennic szkoły Ludwiki, władze były pod tak wielkim wrażeniem ich wiedzy, że uznały, iż tak wysoki zasób wiedzy nie jest dziewczętom potrzebny i nakazano obniżyć wymagania. Ważna była nauka moralności i poczucia estetyki, w końcu rodzice posyłali córki nie tylko po to, aby zdobywały wiedzę, ale także aby zapewnić im właściwą opiekę wychowawczą. Na pensjach panowały surowe zasady, dziewczęta trzymane były w karbach. Nie do pomyślenia było wychodzenie do miasta bez opieki rodziców, służącej, lub wychowawczyni. O przyjmowaniu adoratorów oczywiście mowy być nie mogło. Zdarzały się jednak czasem ucieczki dziewczyn z ukochanym, ale każde takie wydarzenie wywoływało skandal i narażało na szwank reputację szkoły. 

Dawna szkoła dla dziewcząt, obecnie Szkoła Podstawowa nr 36 przy ulicy Słowackiego. Źródło: Wikimedia.

Po ukończeniu pensji, większość dziewczyn nie kontynuowała już nauki, tylko nieliczne decydowały się dalsze studia. Pensje były zakładami tylko dla panien z zamożnych domów. Dziewczęta z uboższych rodzin kształciły się niekiedy w szkołach gospodarstwa domowego.

Źródło:
Maria i Lech TrzeciakowscyW dziewiętnastowiecznym Poznaniu. Życie codzienne miasta 1815 – 1914, Poznań 1982.      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...