Poznańskie koziołki

niedziela, 3 lipca 2011

Życie codzienne mieszczan poznańskich w średniowieczu, część 1


Tym tekstem rozpoczynam nowy cykl. Jak sam tytuł wskazuje, będę w nim pisał o różnych aspektach życia codziennego w średniowiecznym Poznaniu. Zobaczymy, jak wyglądała typowa rodzina mieszczańska, poznamy opiekę społeczną w tamtych czasach, zajrzymy do wnętrza domu mieszczańskiego, przyjrzymy się ówczesnej modzie i to zarówno męskiej, jak i żeńskiej. Poświęcimy również uwagę temu, jak poznaniacy w wiekach średnich pracowali i jak się bawili, zobaczymy jak wyglądała służba zdrowia i jak przestrzegano zasad higieny. Odwiedzimy także sale lekcyjne szkół średniowiecznych i bibliotek. Prawników być może zainteresuje funkcjonowanie sądownictwa średniowiecznego i kancelarii miejskich. Cykl zamknie artykuł o świadomości i mentalności mieszczańskiej. Świadomie pominę kwestię pożywienia, gdyż temu tematowi poświęciłem już jeden tekst, mianowicie pierwszą część cyklu Kulinarna historia Poznania (http://poznanskiehistorie.blogspot.com/2011/05/kulinarna-historia-poznania-czesc-1.html.) Jak widać cykl
będzie dość długi, przewiduję go na ok. 9 części, chociaż nie wykluczone, że będzie on dłuższy. Rozumiem, że nie każdego Czytelnika może ten temat zainteresować, stąd postanowiłem publikować najwyżej dwa teksty tygodniowo. Życzę zatem miłej lektury i obiecuję nie zanudzić Drogich Czytelników.

Wydaje się, że typowa rodzina mieszczańska w średniowiecznym Poznaniu, była dwupokoleniowa. Składała się z rodziców i dzieci. Rzadko występowały rodziny trzypokoleniowe, a to z racji niskiej, średniej długości życia. Mężczyźni przeważnie nie żyli dłużej, niż 60 lat. Duży wpływ na kształt rodzin miały przepisy cechowe. Większość cechów pozwalało prowadzić wdowom warsztat przez rok od śmierci męża, pod warunkiem wszakże, że zawrze ponowny związek małżeński z rzemieślnikiem z tego samego cechu. Dochodziło więc do sytuacji, w której niemłoda już kobieta brała sobie za męża młodego rzemieślnika, po to, aby nie wylądować na bruku, bowiem żony nie dziedziczyły po mężach. Kiedy już ta kobieta zmarła, jej drugi mąż, rzemieślnik brał sobie drugą, z reguły młodą żonę, kiedy sam nie był już pierwszej młodości. Najważniejsze były jednak interesy cechów, a nie uczucia ich członków. Przepisy wymagały także od świeżo wyzwalanych mistrzów, aby w ciągu roku od złożenia egzaminu mistrzowskiego, znaleźli sobie żonę. Niełatwe życie mieli pasierbowie żyjący w takich rodzinach. Dostawali wprawdzie niewielkie pieniądze z majątku ojca, ale płatne dopiero gdy chłopcy doszli do pełnoletności, a dziewczynki wyszły za mąż. W rodzinach rzemieślników przedmiotem zainteresowania mężczyzn był warsztat i majątek, a nie dziewczyna. W rodzinach kupców i patrycjusz natomiast, kojarzono interesy, a nie osoby. Częste były małżeństwa między krewnymi. Dobry ożenek mógł zagwarantować awans społeczny, którym żaden ambitny mieszczanin nie mógł wzgardzić.

Źródło: Wikimedia

Małżeństwa kojarzył swat wraz z rodzicami lub opiekunami. Zawarcie układu małżeńskiego potwierdzali narzeczeni przez podanie sobie dłoni, lub wymianę pukli włosów. Przed zawarciem małżeństwa następowało zapisanie wiana przed pisarzem rady miejskiej, który wciągał je do ksiąg rezygnacji. Wielkość wiana była różna, w zależności od zamożności. Ślub był wielkim i radosnym wydarzeniem. Ucztowano nieraz po kilka dni. Nawet ubodzy mieszczanie nie żałowali pieniędzy. Rodzice starali się zapewnić dzieciom posiadanie choćby niewielkiej nieruchomości, często nabytej na kredyt hipoteczny (zupełnie jak dzisiaj). Nie posiadający majątku czeladnicy często żyli ze swoimi wybrankami w nie zalegalizowanych związkach, opartych na obietnicy poślubienia ich, po zostaniu mistrzem. Często wypowiadano przysięgę przy świadkach i na tym się kończyło. Kobiet, które nie mogły doczekać się ślubu, wnosiły skargi przed sądy kościelne, z prośbą o zmuszenie wybranka do małżeństwa. Jedna z takich kobiet argumentowała, że skoro jej wybrany żył z nią i bijał(!) jak prawdziwy mąż, to powinien się z nią ożenić.

Źródło: Wikimedia.

Pożycie kojarzonych małżeństw układało się różnie. Rozwody były jednak rzadkością, udzielano ich w zasadzie tylko w wypadku impotencji lub rozpusty. Pozycja kobiety była bardzo słabo chroniona przez prawo i obyczaje. Bicie żon było bardzo częste. Powstało nawet powiedzenia Bić jak własną żonę. Podobnie surowo obchodzono się z dziećmi, służbą, czy uczniami rzemieślniczymi. Trudno się dziwić, że często mężowie oskarżali żony o podtruwanie, bądź czary, mające spowodować jego śmierć. Trudna była sytuacja dzieci urodzonych z nieprawego łoża. Wprawdzie sąd kościelny mógł zmusić ojca do wypłacenia jednorazowej sumy alimentacyjnej, ale nieślubne dzieci nie mogły uzyskać obywatelstwa miejskiego, ani należeć do cechów.

W kolejnym artykule z tego cyklu napiszę o opiece społecznej w średniowiecznym Poznaniu. Tekst ukażę się za kilka dni.

Źródło:
Dzieje Poznania, Tom 1,  do roku 1793, praca zbiorowa pod redakcją Jerzego Topolskiego, Warszawa – Poznań 1988. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...